
27 paź 2009
22 paź 2009
18 paź 2009
słucham sobie i oglądam ,,, Neil Gaiman: "Blueberry Girl"
Ale rzecz jest sporej urody i warto posłuchać i popatrzeć....
* znalezione w kolejnym internetowym klaserze dedykowanym książce dziecięcej
17 paź 2009
Czytam sobie ... Marcus Zusak „Posłaniec”

Dziwne było moje czytanie tej książki: pamiętając Złodziejkę książek odczuwałem silną potrzebę kontynuacji znajmości z Markusem Zusakiem. Jednak pierwsze próby lektury, pierwsze strony były mało zachęcające... Zanosiło się, że książka utknie w stosie niepowodzeń czytelniczych. Zwłaszcza bohaterowie Posłańca nie wydają się początkowo zasługiwać na bliższe poznanie. Są antypatyczni; apatyczni, leniwi i jacyś tacy.... przybrudzeni. Młodzi ludzie, koło dwudziestki mieszkają w slamsie małego australijskiego miasta, spędzając czas na trwaniu, urozmaiconym prostymi rozrywkami; karty , piwo czy tanie wino, gadanie o niczym. Są albo bezrobotni albo wykonują najmniej angażujące prace. No, nudna jest ta książka na początku! I irytująca. Nawet pojawienie się anonsowanych w zapowiedziach i reklamach „zadań”, które narrator otrzymuje w postaci adresów zapisanych na kartach do gry jakoś początkowo nie nadaje Posłańcowi dynamiki... Później jednak jest coraz smaczniej. Każde kolejne zadanie mocniej ubarwia powieść, nadaje jej nowych wymiarów i sensów. Za każdym adresem zapisanym (albo zaszyfrowanym na karcie) stoją bowiem niezwykłe, smutne, tragiczne, piękne historie Historie ludzi w ten czy w inny sposób pokonanych przez życie, przez los. Los, który – jak głosi znane powiedzenie - rozdaje różne karty!
Powieść Zusaka po części jest o tym, że często karta, która może początkowo wydawać się blotką w rzeczywistości okazuje się być asem. Działania głównego bohatera dalekie są od heroizmu, przeciwnie: są żenująco małe i skromne. Ich efekty zaś: ogromne ! Zusak pokazuje jak mało czasami trzeba by naprawić i poprawić świat. Podarowanie pustego pudełka po butach... kupienie loda.... obdarowanie kompletem lampek choinkowych.
Posłaniec jest też o tym samym co - toutes proportions gardées – Władca pierścieni: każdy, nawet najmniejszy, najsłabszy, najnędzniejszy posiada w sobie moc sprawczą do największego czynu: niesienia dobra!
Posłaniec jest wreszcie też o tym, że takie czyny zbawiają także samego ... no własnie: posłańca! Taksówkarz Ed realizując polecenia nieznanego zleceniodawcy (Boga ? Losu?) jest nie tylko dobrą kartą dla ludzi, do których przybywa. W ostatecznym rozliczeniu sam zyskuje oświecenie i dobre życie. Pod koniec lektury czytelnik wybaczy Zusakowi początkowe strony powieści. Taka ekspozycja była konieczna, aby dojmująco pokazać punkt, w którym Ed taksówkarz ugrzązł.
Zusak prowadzi narrację prostym językiem i stylem, w patos - owszem - wpada, ale umie go złamać gorzkim nieraz poczuciem humoru. Umie też wzruszać, och, umie!
Bo to bardzo wzruszająca literatura. Pewnie niekoniecznie genialna powieść: Zusak serwuje czytelnikowi trochę tanich sztuczek i znanych zagrywek (takich co dają efekt cebulowy), przewidywalność rozwoju wypadków jest duża. Złośliwi mogliby powiedzieć, że przy lekturze przypominają się terapeutyczne Balsamy dla duszy. Cóż, jeśli nawet ...
Jestem gotów powyższe Posłańcowi wybaczyć: to jedna z tych książek, po których przeczytaniu jest przyjemniej na duszy a i nadziei w sercu więcej mieszka.
13 paź 2009
złodziej czasu

Ilustracja z "Red Tree" Shauna Tana “Darkness overcomes you”, oil and acrylic on paper
11 paź 2009
10 paź 2009
7 paź 2009
obiecujący debiut
