19 maj 2008

Oglądam sobie... P.Pawlak, G. Moncomble Kotek, który merdał ogonem


Zacznę od najlepszego: ilustracje! Ilustracje! Jestem zdecydowanie fanem prac Pawła Pawlaka. Kotek.... nie zawodzi wielbiciela, a nawet dodaje nowe przyczyny do podziwu. Mamy tutaj wszystko co u autora Jajuńćka najlepsze – nowoczesny obrazek, uproszczone kształty postaci i rzeczy zostawiające wyobraźni czytelnika pole do działania, ciepła, przyjazna paleta barw, bezpretensjonalne poczucie humoru, dawka liryzmu. Te dwie ostatnie cechy łączą się jakoś – humor u Pawlaka wywołuje bowiem raczej uśmiech niż chichot. Oprócz tych znanych i lubianych cech prac tego artysty w Kotku... pojawia się NOWE: Pawlak zastosował nietypową dla siebie a bardzo ciekawą i dającą doskonałe rezultaty technikę kolażowo - wycinankową. Ilustracje „wychodzą” tutaj z płaszczyzny strony, otrzymują efekt trójwymiarowości, a nawet swoje cienie. Zastosowanie tego konceptu dodaje ilustracji Pawlaka całkiem nowej dynamiki i ekspresji. Kotek... nic nie traci z trochę zadumanego nastroju typowego dla poprzednich "akwarelowych" prac (Chodzi baj !), a zyskuje odrobinkę sznytu nowoczesności.
Artysta znienawidzi mnie za to co napisze teraz : bardzo, bardzo ładne ilustracje!

Przejdę do bardzo dobrego: dawno nie było w Polsce tak starannie zaprojektowanej i opublikowanej książki dla dzieci! Doskonałej jakości papier, świetna realizacja typograficzno-techniczna ilustracji , i jak to u Pawlaka – dbałość o szczegół, o architekturę książki (która zaczyna się i frapuje i bawi już na wyklejkach), dynamiczna typografia.

Dobry zaś jest pomysł na treść: kotek, który nie może pogodzić się z wieczystą i rytualną animozją pomiędzy swoim a psim rodem. W psim przebraniu trafia do psiej szkoły, lepiej zaczyna rozumieć odwiecznych wrogów i nie waha się ich ratować z niebezpieczeństwa. A pieski potrafią dzielność kociego bohatera docenić. Książeczka uczy tolerancji, pokazuje, że warto walczyć z „tradycyjnymi” uprzedzeniami i fobiami.

I na koniec zostawiłem coś, czego ... nie rozumiem. Nie rozumiem więc poetyki w jakiej tekst został podany. Niby są tu jakieś próby wersyfikacji, ale kompletnie nie poddające się głośnemu czytaniu: nie można złapać rytmu, bo rymy pojawiają się znienacka i znienacka znikają by wyskoczyć w niespodziewanym miejscu. Część tekstu podana jest w manierze nieosobowych PODPISÓW pod obrazkami. Gdzieś to wszystko razem nie wygląda wcale na literaturę.... Toporne i nielekkie. Może po francusku lepiej to brzmi ???? Mam szczerą niekrygującą się nadzieję, że któryś z moich kolegów literaturoznawców przekona mnie, że się nie znam i że to piękny tekst.

Na razie jednak zdecydowanie (i z ogromną przyjemnością) :
OGLĄDAM SOBIE!

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jak ŁADNIE Pan napisał!
-E.W.

Dorota Ambicka-Ekiert pisze...

Nie jestem znawcą literatury, ale za to jestem matką miłośnika literatury i chce oznajmić panu i calemu swiatu, ze moj 3 letni synek UWIELBIA "Kotka, ktory merdał ogonem." Lubi gdy ja go czytam, nawet kilka razy dziennie, sam siada i czyta- opowiada - ogląda, czasem nawet sie " wymądrza" i udaje krytyka ilustracji," ta super, ta nie- "http://ernesto-ekiert.blogspot.com/2008/11/ale-mieszna-ta-ksika.html ale wyznał mi; "to moja ukochana książka, kochana, kochana"... gdyby zle sie ja czytalao, lub słuchało... od razu pojawiłby się protest, są książki, które wita okrzykiem: Nie tylko nie ta!!!

Dorota Ambicka-Ekiert pisze...

Jeszcze coś, nie wiem, czy to już ktoś Panu mówił, ale to zdjęcie "bojowe" z fajkiem... jest koszmarne!!!
Czy jest możliwość wejść na bloga... zobaczyć co Pan pisze i czyta...a nie widzieć tego żołnierzyka ???
Pozdrawiam z wyrazami szacunku...
pacyfistka