
Jak to było możliwe? Jeden z najbardziej cywilizowanych narodów świata stoczył się w niewyobrażalne, krwawe barbarzyństwo, nieporównywalne chyba z niczym co historia dotychczas widziała...: Niemcy w latach 1933-1945. Jak to było możliwe? Pełnej odpowiedzi na pytanie o źródła krwawego fenomenu nazizmu nie przyniosły dotychczas ani wyrafinowane analizy socjologiczne ani rozważania filozofów ani dzieła mistrzów literatury czy sztuki.
Powieść australijskiego autora Markusa Zusaka
Złodziejka książek nie stawia sobie aż tak niedosiężnego celu, niemniej jej powstanie dowodzi, że ludzkość jeszcze ciągle nie pogodziła się z brunatną plamą w swojej historii, że szuka sposobów na jej zrozumienie. Jak więc jeszcze można próbować opowiadać o tamtych czasach i tamtym miejscu? U Zusaka historię tytułowej „złodziejki”; Liesel, jej przybranej rodziny i przyjaciół prezentuje najbardziej kompetentny narrator, ten który najwięcej ma do powiedzenia o czasach nazizmu, ten który był wtedy najbardziej zapracowany. Jedyny narrator, który w owych czasach mógł zasługiwać na miano „wszechwiedzącego”: Śmierć.
Relacja TAKIEGO narratora jest więc z natury rzeczy chłodna i zdystansowana, nieomalże pozbawiona osobistych uprzedzeń czy namiętności. Chociaż i on pozwala sobie na narzekanie: był w tamtych czasach zdecydowanie przemęczony pracą.
Śmierć opowiada więc historię o dzieciństwie, dorastaniu, przyjaźni, miłości w III Rzeszy, o walce o przetrwanie. Nieuchronnie bierze też sam w niej udział. Czyż można się zresztą dziwić, że właśnie Śmierć opowiada o życiu córki zamordowanych komunistów, przygarniętej przez rodzinę, która zdecydowała się na ukrywanie w swojej piwnicy Żyda? Przerażający Narrator jest cały czas blisko swoich bohaterów, ociera się o nich. Symbolem pragnienia ucieczki przed Narratorem są właśnie książki. Ten wątek w powieści jest arcyciekawy, chociaż jednocześnie niełatwy do jednoznacznej interpretacji. Książki dla Liesel to obiekt obsesyjnego pożądania. Pragnie je mieć, nawet za cenę ogromnego ryzyka. Czytelnik Zusaka zauważa jednak ze zdziwieniem, że dla bohaterki mniej liczy się treść upragnionych książek. Ważne jest samo czytanie, które staje się swoistą komunią. To czynność rodząca i podtrzymująca wspólnotę między ludźmi. Liesel czyta bowiem naprawdę mało ważne teksty! Dobrym przykładem ilustrującym tę tezę może być jej pierwsza książka: „Podręcznik grabarza”, wydany przez Bawarskie Towarzystwo Cmentarne. Seanse wspólnego, nocnego czytania tego cokolwiek upiornego podręcznika budują jednak zręby naprawdę głębokiej wspólnoty pomiędzy bohaterką, a jej przybranym ojcem. Głośne odczytywanie w schronie przeciwlotniczym innej mało ważnej książki – „Świstaka” – uspokaja ludzi, przynosi im ulgę. Liesel kradnąc, czytając, posiadając książki usiłuje zapewnić sobie odrobinę ciepła płynącego z bliskości emocjonalnej z drugim człowiekiem. Ciepła niezbędnego do przetrwania w świecie, którego narratorem jest Śmierć. Tworzenie książek staje się też sposobem na przetrwanie: ukrywający się w piwnicy Żyd, Max Vandenburg zapełnia swój czas przygotowując prezent dla swojej małej przyjaciółki: szczególny palimpsest. Na
zamalowanych na biało i ponownie zszytych kartach z „Mein Kampf” rysuje i pisze węglem opowieść o sobie – „Zbędny człowiek”. Zacytowana w całości praca Maxa to bardzo symboliczny i wzruszający komponent
Złodziejki książek. Spod nieporadnych, ale wstrząsających obrazków i odręcznego pisma wyzierają drukowane litery tekstu Hitlera. Ledwo widoczne słowa arcyzbrodniarza tworzą -dosłownie i w przenośni- tło dla tragicznej, holokaustowej historii.
Ale
Złodziejka książek to nie tylko opowieść o heroizmie i męczeństwie. Książkę Zusaka można także czytać jako fascynującą relację, która mogłaby nosić tytuł „życie codzienne w Niemczech w czasie drugiej wojny światowej”. Ten wątek mocno przykuwa uwagę czytelnika. Niewiele jest powieści, które pokazywałyby ten aspekt historii: tragiczna codzienność niemieckiego, wojennego dzieciństwa, napiętnowanego zbiorową a niezawinioną osobiście karą głodu, czy wreszcie śmierci. Dzieciństwa spędzanego przeważnie bez ojców, w nazistowskiej szkole, w szeregach Hitlerjugend czy Bund Deutscher Madel, w schronach, w nieustannym lęku. Pamiętając o polskiej czy żydowskiej martyrologii warto też mieć świadomość na jaki los skazali naziści swój własny naród.
Zawiodą się czytelnicy, którzy będą szukali w tej powieści odpowiedzi na pytania o korzenie faszyzmu. Zusak nie umie jednak wiele wnieść nowego do dyskusji dlaczego jedni Niemcy dali się uwieść Fuehrerowi a inni, nieliczni, pozostali wierni dobru i prawdzie. Od strony formalnej potrafi za to niekiedy zirytować czytelnika pretensjonalnym, udziwnionym językiem swej opowieści, niespodziewanym i nie zawsze zręcznym uderzaniem w poetycką strunę.
Dość trudno jest zresztą określić potencjalnego czytelnika
Złodziejki książek. Zbyt dużo nagromadzonych tutaj drastycznych scen, zbyt wyrafinowana narracja by oddać książkę w ręce dzieci, nawet starszych; nastolatków zniechęcą zaś zapewne małoletni bohaterowie. Dla dorosłych powieść będzie zapewne zbyt infantylna.
Pomimo tych słabości jest jednak w
Złodziejce książek jakaś wewnętrzna prawda, która przykuwa uwagę i wzrusza, która chyba przybliża do zrozumienia czasów pogardy. Zdecydowanie warto zmierzyć się z tą powieścią, warto ją polecić.... może co bardziej oczytanym gimnazjalistom?