22 paź 2007

Pisane dziecięcą rączką

Chyba mnie jednak denerwuje dość rozpowszechniony proceder publikowania recenzji książek dla dzieci pisanych przez samych zainteresowanych.. Nie byłem początkowo pewien czy mnie denerwuje, nie ! Ale jednak....
W „Notesie Wydawniczym” czy „Książkach - Magazynie Literackim”, nie mówiąc już o popularnych periodykach dla dam pojawiają się bowiem czasami takie oto – mniej więcej - teksty:
„Przeczytałam/łem książkę (tu tytuł). Ja myślę, że ona jest bardzo fajna i ciekawa. Dzieciom na pewno będzie się podobała. Szczególnie fajne było jak on wszedł na tę palmę (drzewo/trzepak/konia/biurko) i spadł. Potem go bolało i było mi trochę smutno. Ilustracje są kolorowe i ładne, ale powinno ich być więcej.”
Zuzia/Krzysio/Andżelika/Nabuchodonozorek, lat 4 i 3 miesiące.
<ooooooooooch: damski, wzruszony chór szemrze w podziwie i wzruszeniu>
Tylko czego Ty się czytelniku dowiedziałeś o tej książce? Chyba niewiele....
Ale jednak – wraca wątpliwość – czyje w końcu zdanie jest najważniejsze? Czy właśnie nie Zuzi/Krzysia/Andżeliki? Nabuchodonozorka?
Problem w tym, że ich zdanie jest oczywiście piekielnie ważne, ale nie oznacza to, że zainteresowani są w stanie zadowalająco zaprezentować przyczyny dla których takie zdanie mają. A recenzja, jeżeli ma być czymś więcej niż sentymentalną „satyrą w krótkich majtkach” (pamiętacie tygodnik „Kobieta i życie”, ostatnia strona ?) powinna być głębsza niż sakramentalne „książka podobała mi się bo była fajna”.
A! i pamiętać należy, że dzieci do lat 7 mają tendencje do odpowiadania, że im się wszystko podoba. Sądzą, że dorośli tego oczekują....
I na końcu pytanie: po co kruszyć kopię? Przecież to takie sweeeet i krzywdy nie robi (nawet jeżeli nie pomaga), a budzi wzruszenie mam-czytelniczek, ożywia nudne kolumny recenzenckie. Tak! Trzeba kruszyć kopię, bo te sweeeet recenzje umacniają ludność w dość powszechnym zresztą przekonaniu, że o książkach dla dzieci może pisać absolutnie każdy, bo każdy się na tym przecież zna. Świetnie by było, gdyby tak było. Ale nie jest. Kropka.
Po okolicach literatury dziecięcą krąży widmo .... : gombrowiczowska PUPA. Po co takimi „recenzjami” rzeczoną PUPĘ materializować?

Acha: będzie poważnym uproszczeniem teza, że tekst powyższy jest zemstą za zlekceważenie 2 lata temu („Książki - Magazyn Literacki”) recenzji napisanej przez Antoniego Z., lat 9!

5 komentarzy:

magsikorska pisze...

Witam!
Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze na temat pisania o książkach dla dzieci. Racja: 'sweet' recenzje pisane przez młodych i najmłodszych nie wnikają w głąb wspominanych (bo przecież nie 'omawianych' ani 'analizowanych')książek, są powierzchowne. Ale: z założenia są jednostkowymi wypowiedziami na temat przeczytanych książek i nie roszczą sobie pretensji do bycia czymś innym. Tak jak recenzje czytelników i widzów na rozmaitych forach internetowych :to jest 'cool', tamto jest 'be'.I tyle. A to, że pojawiają się w miejscach, w których być może powinny pojawiać się recenzje 'bardziej fachowe', to już inny problem.

Boli mnie za to czasami brak wnikliwości samych badaczy literatury dziecięcej, pewna pobłażliwość w stosunku do młodego czytelnika, która przenosi się na podejście do literatury dla tegoż.

Pozdrawiam serdecznie i życzę natchnienia twórczego przy pracy,

Magda Sikorska

zając pisze...

Ale ja właśnie o tym, że one pojawiaja się tam gdzie nie powinny!
Absolutnie nie należy zabraniać dzieciom wypowiadać sie o literaturze, no, nie!!!! Przecież tego bym nie napisał.

Chodzi i o to "upupianie" refleksji nad dziec.lit.
Miała juz Pani to doświadczenie : opowiada Pani na konferencji o lekturach, Bettelheimie, Huncie , Nikolayevej, a to podnosi place umiechnięty dobrotliwie (!) kolega ( najlepiej z tytułem prof.) i mówi: "oooooo, to takie ciekawe co Pani mówi ....A ja mma , wie Pani , wnuka, Piotrusia. Taki madry chłopak... No, on trochę inaczej mówi o tym do czego odnosił sie Pani referat..."

To jest po części efekt recenzji Krzysia, Zuzi, etc. publikowanych nie tam gdzie trzeba :-)

magsikorska pisze...

Taaak, ale to kwestia niestety bezrefleksyjnego podejścia danego 'prof.' i nie jestem pewna czy miejsce publikowania wypowiedzi (czy to krytyków czy młodocianych czytelników)coś zmieni. Staram się jak najwięcej czytać, myśleć i poszerzać (przynajmniej swój własny) sposób patrzenia na lit. dziec. Ale jak czytam rodzime publikacje o lit. dziec, to raz mi radośnie,a raz baaardzo smutno. To, co na pewno mnie irytuje, to prawie niezmienne łączenie literatury z pedagogiką, które żadnej z tych dziedzin nie wychodzi na zdrowie.

Bibliotekarz pisze...

Naprawde w profesjonalnych pismach dzieci recenzuja ksiazki dla nich przeznaczone?... Bylbym niechetny takiemu rozwiazaniu chociazby dlatego ze ciezko opinie jednego nielata usredniac na wszystkich jego kolegow. Zwlaszcza ze to co sie spodoba szesciolatkowi, wzbudzi zupelny brak entuzjazmu u jego trzy lata starszego kolegi...

Od tego wlasnie jest krytyk, zeby (w zalozeniu) obiektywnie recenzowal ksiazki.

Bibliotekarz

cala pisze...

to ja dodam z własnego podwórka, że o ile bardzo cenne sa dla mnie recenzje profesjonalistów jak i innych nie-dzieci, to również cenię sobie spostrzeżenia dzieci, czyli odbiorców książki.
otóż ich spojrzenie i opinia pozwala mi wejsć w zupełnie inną perspektywę. czasami sprowadza się to do uwag w stylu "podoba mi się ten słoń. bardziej niż hipopotam.", a czasami są bardzo głębokie, zawierają cenne wskazówki czy rozwiązania, o których istnieniu nie miałabym pojęcia, gdyby nie spotkanie z dzieckiem właśnie..
dlatego będąc również przeciwna recenzjom dziecięcym, akceptuję i biorę pod uwagę całkiem poważnie ich spostrzeżenia czy pomysły..